I
Isabell ze snu zbudził dzwoniący natrętnie nad głową budzik. Usiadła zaspana i wyłączyła okrągłą czerwoną piłkę z logo Manchesteru. Zeszła z miękkiego łóżka i ubrała czerwone puchowe kapcie oraz szlafrok. Idąc w stronę łazienki zabrała z krzesła przygotowane dzień wcześniej ubrania, czyli ulubiony czarny sweter z białym krzyżem oraz getry we wzorki. ( Klik ) Nieco zaspana weszła do łazienki i wzięła ciepły prysznic. Pomalowała rzęsy i związała włosy w kitka. Zaniosła piżamę do pokoju i udała się do kuchni, gdzie krzątała się jej zabiegana mama, która jak co dzień nie mogła usiąść spokojnie i wypić z córką kawę.
- Kochanie, wodę na kawę ci już nastawiłam, chleb i nutella tam gdzie zawsze, ja zaraz muszę lecieć zanieść obraz na wystawę.
- Ten z demonami? Luke dziś przyjedzie?
- Tak, zaraz powinien być. Z Simonem się dziś spotykasz ?
- Idziemy do tego nowego klubu na imprezę, choć to mi na rękę, bo jak zapewne wiesz, nie lubię.. - nie dokończyła, bo zadzwonił dzwonek u drzwi. Jasmina pobiegła otworzyć. Przeciąg, który powstał po otworzeniu drzwi wywołał ciarki na skórze dziewczyny pijącej gorącą kawę. Po chwili w kuchni pojawił się Luke, który jak zawsze szczerząc swoje dziwnie długie jasne zęby patrzał na nią z nutą tajemniczości w oczach.
- Cześć Luke, zabierasz dziś moją zabieganą mamuśkę gdzieś? - posłała mu uśmiech.
- Cześć młoda, tak jedziemy zawieść obraz na wystawę, a potem będziemy musieli porozmawiać.
- O czym chcecie rozmawiać ? - zapytała zdziwiona.
- Jak wiesz za tydzień wakacje. Postanowiliśmy z Lukem, że wyjedziemy do Stretford. - wtrąciła Jasmina.
- Co proszę? Na ile?
- Na zawsze, znaczy będziemy tu przyjeżdżać. - dopowiedział Luke.
- No, a co z moją szkołą? Z znajomymi z Simonem?! Pomyśleliście o tym?
- Do szkoły będziesz uczęszczać tam. Z Simonem będziesz utrzymywać kontakt. A po za tym to Stretford jest blisko Manchesteru. Będziesz mogła jeździć na mecze.
- Mamo, nie rozumiesz, że nie zostawię Simona. On beze mnie nie da rady. Ja bez niego też nie.
- Jasmina późno już zbierajmy się co? - zapytał zdenerwowany Luke.
- Tak chodźmy. A co do rozmowy to dokończymy ją później Isabell.
Drzwi zamknęły się i dziewczyna została sama. Dokończyła śniadanie, pozmywała, posprzątała, douczyła się z chemii i po trzech godzinach zaczęła przygotowywać się na wyjście. Stała przed szafą i nie wiedziała co ubrać. Starannie przesuwała wieszaki z ubraniami. Po kilkunastu minutach wybrała szarą bluzkę oraz marynarkę. ( Klik ) Po godzinie wyszła z domu. Szła długim chodnikiem, co chwila mijąc sklepy z różnymi dziwnymi przedmiotami. Ludzie zachowywali się dziwnie, co druga osoba patrzała na dziewczynę wzrokiem zabójcy. Isabell skręciła w wąską uliczkę i zobaczyła idącego jak zawsze z rękoma w kieszeni i spuszczoną głową przyjaciela.
- Cześć Simon. - powiedziała ponuro.
- Hej. Coś się stało, że jesteś taka smutna?
- Nie, dlaczego niby tak sądzisz?
- Znam cię już tak długo i wiem kiedy coś się dzieje. Proszę mów.
- Dzisiaj mama i Luke powiedzieli mi, że wyjeżdżamy do Stretford niedaleko Manchesteru.
- O to świetnie zwiedzisz swoje ulubione miasto i pojedziesz na mecz.
- Tak Simon tylko nie w tym problem, ja tam pojadę na zawsze. Nie będziemy się codziennie spotykać.
- Na zawsze ? Ale.. - zawahał się - dlaczego oni to robią?
- Nie wiem, ja nie wyjadę nie zgadzam się na to. Nie zostawię tego wszystkiego od tak. Nie zostawię mojego przyjaciela.
Chłopak nie odpowiedział tylko przytulił Isabell. Po trzydziestu minutach siedzenia bezczynnie przy barze, oboje postanowili chociaż raz zatańczyć. Ponieważ leciał ich ulubiony utwór Simon niestarannie złapał Isabell i zaczął nią wywijać przy czym mieli niezły ubaw. Dziewczyna wirowała jak liść na wietrze, włosy rozchodziły się na wszystkie strony. Po chwili ustrzegła w tłumie bardzo dziwną postać. Puściła przyjaciela i spojrzała na chłopaka w czarnym długim aż po ziemię płaszczu z dużym kapturem na głowie, oraz z czymś posrebrzanym przy boku.
- Bella coś nie tak?
- Simon, idź po ochroniarza. - szepnęła mu na ucho i podążyła za tajemniczym mężczyzną. Obcy wszedł w pomieszczenie do którego nie można było wchodzić. Szedł długim ciemnym korytarzem. Isabell powoli podążała za nim. Postać skręciła w prawo i zniknęła za białymi drzwiami z napisem Magazyn. Isabell przystanęła i zawahała się, stojąc tak przez kilkanaście minut uświadomiła sobie, że jej serce ma przyspieszony puls bicia oraz, że jej ręce są bardzo spocone. Po sekundzie usłyszała przeraźliwy krzyk i bez chwili zastanowienia weszła do magazynu. Oczom jej ukazał się chłopak w czarnym płaszczu, który był przywiązany do metalowej rury, obok zaś stał blondyn z sztyletem w dłoni, który rechotał tak przeraźliwie, że uszy bolały. Obaj najwidoczniej zdziwili się na widok dziewczyny, bo zaniemówili a miny mówiły same za siebie. Po chwili odezwał się chłopak w czarnej szacie.
- Uciekaj stąd słyszysz uciekaj!
Isabell stała jak wryta, nogi odmawiały jej posłuszeństwa choć rozum mówił jej uciekaj to serce mówiło zostań. Gdy nieznajomy chłopak wykrzyczał do niej słowo uciekaj blondyn z całej siły rypnął pięścią w jego twarz krzycząc. - Zamknij się!
Dziewczyna ujrzała jak nieznajomy pada na kolana patrząc z nienawiścią w oczach na rywala. Ten zaś spojrzał na wystraszoną Izabell.
- Czy ty mnie widzisz?
- Dlaczego go uderzyłeś dlaczego?!
- Zadałem ci pytanie!
- Tak widzę cię czy to takie dziwne, że widzę człowieka?
- Tak, bo my nie jesteśmy ludźmi a on nie jest człowiekiem. - usłyszała zza pleców głos bardzo donośny, jakby starszego mężczyzny po 40-stce.
- A czym niby jesteście? - odwróciła się z przerażeniem i ujrzała wysokiego mężczyznę, również w płaszczu z dziwną blizną na brwi.
- On jest demonem.
- Tak, a ja jestem nimfą wodną. - skitowała.
- Nie zadzieraj z Valentine. - usłyszała głos klęczącego chłopaka. Podbiegła do niego i podniosła mu głowę do góry. Krew kapała mu z nosa na podłogę. Dziewczyna wytarła mu ją z ust i spojrzała w oczy. Po chwili poczuła, że ktoś łapie ją za ramiona i trzaska nią z całej siły o ścianę. Uderzenie było tak mocne, że na chwilę straciła przytomność. Gdy się ocknęła ujrzała jak blondyn wbija nóż w serce młodego chłopaka, a ten zamienił się w popiół. Dziewczyna oparła się o ścianę i zobaczyła wychodzących zabójców. Stała tak jeszcze przez chwilę, gdy do pomieszczenia wpadł zdenerwowany Simon z ochroniarzem.
- Isabell nic ci nie jest?
- Nie nic, wszystko dobrze, widziałeś ich?
- Nie kogo?
- Wychodzili chwilę temu dwaj mężczyźni, jedne blondyn, a drugi w długim czarnym płaszczu.
- Kochana nikogo nie widzieliśmy. Nikt stąd nie wychodził. - powiedział ochroniarz.
- Wychodzili dwaj mężczyźni. Na prawdę. Zabil.. - ugryzła się w język widząc resztki popiołu. Wiedziała, że nic nie wskóra, bo i tak jej nie uwierzą.
- Dobra, może mi się przewidziało.
- Bello chodź idziemy do domu.
Simon złapał dziewczynę za ramiona i skierował ku drzwi. Isabell spojrzała jeszcze raz na kupkę popiołu i wyszła na korytarz. W drodze powrotnej myślała o całym zdarzeniu i zadawała sobie pytanie Kim jest Valentine ? Dlaczego zabili tego chłopaka? Nawet nie dostrzegła jak Simon się z nią pożegnał. Weszła do domu i o dziwo drzwi były otwarte. Kiedy weszła dalej zastała straszny bałagan.
Kiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuń